bulimiczne serce zwraca na posadzkę całą moją miłość

 

Powinnam w końcu to wszystko wypłakać, wyrzucić z siebie.
Ale nie potrafię. Może wracam do poprzedniego stanu – równowagi emocjonalnej.

Jeden, jedyny raz (a przynajmniej ten jeden z niewielu razy) wiem dokładnie czego chcę, czego potrzebuję. I wiem, że gdybym miała kierować się rozumem to powinnam nakrzyczeć, natupać nóżkami i odejść w swoją stronę. A nie potrafię i nie chcę. Ten jeden raz jestem pewna co czuję.

Tylko, że znów nie wiem co i jak robić. I na dobrą sprawę – nie mam nawet jak…
Boję się, że to się skończyło i tylko do mnie to nie dociera. I tylko ja dalej widzę te maślane oczy wpatrzone we mnie…

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

stormy weather, since my man and I ain’t together

Kto by pomyślał, że tak będzie. A jest tak, że siedzę na balkonie u Katarzyny, w przerwie od nauki do (ostatniego!) egzaminu, słucham gruchotu gołębi, dzwonów z kościoła i szumu padającego deszczu, dopalam papierosa, niezmiennie tęsknię i czekam na telefon od Niego.

Najśmieszniejsze, że jeszcze kilka tygodni temu obie ręce dałabym sobie uciąć, że jak w końcu pojadę do domu to po prostu odpocznę od Krakowa, uczelni. Spędzę trochę czasu z rodzicami, z Wami. Może poszukam pracy. Że jeśli będę za kimkolwiek tęsknić to za tym, że mogę wrócić do domu z imprezy kiedy będę chciała i nikt nie będzie mógł mieć o to do mnie pretensji i za moimi znajomymi tu. Ale nie za jedna konkretną osobą, która w przeciągu trzech tygodni stała się dla mnie tak ważna, o której nie potrafię przestać myśleć i z którą spędzony czas staje się prawie jedynym wartościowym.

W ogóle – gdybym spotkała teraz siebie przed tych kilku tygodni, prawdopodobnie zaśmiałabym się sama sobie prosto w twarz. Jakbym nie miała ważniejszych rzeczy do zrobienia w swoim życiu? Jakbym nie potrafiła zorganizować sobie czasu w samotności?
Jasne, że potrafiłabym. Tylko teraz ponad wszystko na świecie chciałabym spędzać czas patrząc w te wielkie, niebieskie oczy, które w tak niesamowicie magiczny sposób wpatrują się we mnie, dorabiać się kolejnych zmarszczek od śmiechu słuchając Jego żartów i sama żartując razem z Nim, przytulając się do Niego, całując delikatną skórę na Jego twarzy i Jego usta, trzymając się z Nim za ręce i mierzwiąc Jego włosy.   Serio, skręciłabym się ze śmiechu, gdyby ktokolwiek kilka tygodni temu powiedział mi, że tak będzie.

Tak bardzo to wszystko jest nierealne. Aż boję się, że nie widząc się z Krystianem dłużej przestanę wierzyć, że to prawda.

Tymczasem deszcz przestał padać, ja dopaliłam kolejnego papierosa, głębie jakby trochę ucichły, zrobiło się ciemno, nauka dalej czeka na biurku Kaśki, a telefon dalej milczy. A nie widzieliśmy się zaledwie trzy dni. Jutro może zobaczymy się na kilka godzin. A co będzie jeśli nie będziemy się widzieć kilka tygodni lub miesięcy? Nie wiem. Nie chcę wiedzieć.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Sekrety (?)

Dobra. Zbieram się i zbieram, więc dziś może w końcu się uda napisać 10 sekretów 🙂

1. Nie cierpię Sylwestra. Nie kojarzy mi się z niczym fajnym. Tego dnia najchętniej poszłabym spać, albo posiedziała z rodzicami.

2. Boję się burz. Są straszne. Ale z drugiej strony po kilku upalnych dniach właściwie nie mogę się jej doczekać. Jakoś jestem w stanie wtedy ją przeżyć, byleby tylko ‚oczyściła’ powietrze.

3.  Nie umiem kupować ciuchów. Kompletnie. Nigdy nie wiem czy w tym czymś rzeczywiście dobrze wyglądam, dlatego koszmarem jest dla mnie kiedy mam pójść na zakupy sama. Właściwie to w ogóle nie lubię kupować ciuchów. Głównie, dlatego że ciężko znaleźć po pierwsze coś na mój rozmiar, a po drugie cokolwiek co by mi się podobało (dla mnie w tych sklepach wszystko wygląda tak samo…)

4. Nie lubię moich piersi. Ha, toż to oryginalne. Chyba prawie każda kobieta tak ma 😉 Ale serio… są niesymetryczne i za duże. Znalezienie odpowiedniego stanika graniczy z cudem. I przez nie też ciężko znaleźć mi odpowiednią bluzkę, a większość koszul ma zwyczaj rozpinać mi się w ‚newralgicznym punkcie’.

5. Jestem do bólu racjonalna. Wdałam się z Tatusia 🙂 Nie potrafię kierować się emocjami. Za to szalenie przemawia do mnie idea złotego środka, stoicyzm…

6. Właściwie to nawet nie umiem płakać. Serio. Kiedy mam gorsze dni to za Chiny Ludowe nie potrafię się rozpłakać tak ot. Muszę obejrzeć wtedy jakiś film, albo przeczytać książkę i dopiero wtedy potrafię się rozpłakać. Ale nie nad sobą tylko nad bohaterami czy historią.

7. Od kiedy wyjechałam do Krakowa codziennie rozmawiam z Pszczółką i nie mam nic przeciwko temu. Jeśli sama nie zadzwoni to ja dzwonię. Dla niektórych to dziwne, może nawet dziecinne. Ale ja inaczej nie potrafię, nawet jak specjalnie nie mamy nic sobie do powiedzenia dzwonimy choćby, żeby powiedzieć, że wszystko jest ok i właściwie nie chce nam się gadać 😉 Wieczorny meldunek musi być.

8. Do tej pory nie byłam na Kopcu Kościuszki. Tyle razy byłam w Krakowie przed studiami, teraz mieszkam tutaj prawie dwa lata i cały czas obiecuję sobie w końcu tam pójść i jeszcze mi nie wyszło. Ale kiedyś tam w końcu wlezę!

9. Mogłabym stworzyć naprawdę bardzo długą listę kim kiedyś chciałam być. Niektóre pozycje byłby mniej poważne, niektóre bardziej. Na przykład kiedyś naprawdę chciałam być położną. Ale jako dziecko chciałam być na przykład baletnicą albo aktorką. Ale póki co studiuję bezrobocie, chociaż akurat tym nigdy nie chciałam się zajmować.

10. I ostatni… Last but not least. Taki sekret-nie sekret. To, że ostatnio najbardziej lubię widywać się z Krystianem. Trzymać go za rękę, całować, wtulać się niego, żartować z nim. To jak mówi, żebym się do niego uśmiechnęła (nawet przez telefon ;)), że tak słodko się na niego patrzę. Jak on mnie rozśmiesza, mówi, że mnie nienawidzi, że kiedyś mnie zabije i ma ze mną Meksyk… Dużo się tego uzbierało, a to przecież zaledwie tydzień od naszego pierwszego wspólnego (kulturalnego!) wyjścia do muzeum, które skończyło się nad ranem na plaży pod Wawelem 😉

Ach, i tu pewnie zabawa się skończy bo ja już nie mam komu przekazać pałeczki… 🙂

Opublikowano Uncategorized | 2 Komentarze

there are many things that I would like to say to you and I don’t know how

Sny zwykle odzwierciedlają to o czym myślimy kiedy śpimy. Ale czasem jest tak, że sen ma jakieś znaczenie. I chyba tak było ostatnio, gdy śniło mi się, że dostałam wiadomość od C. Nie o niego chodziło właściwie, tylko (wedle tego co podaje jeden z senników) o to, że ‚zostanę postawiona przed faktem dokonanym’. I zostałam.

Nadchodzi czas zmian i pożegnań… Do końca czerwca trzeba mi się wyprowadzić z obecnego mieszkania, kończy się semestr, więc nadchodzą egzaminy, łącznie z tym kończącym kurs. A z końcem kursu trzeba się będzie pożegnać z cosobotnimi spotkaniami z C. A potem może i trzeba się będzie pożegna na jakiś czas z Krakowem… Niby nic złego, niby nawet i lepiej, że to wszystko się kończy. Mieszkanie tu chyba jednak przestało mi odpowiadać tak bardzo jak wcześniej, do czego nie do końca chciałam się przyznać. A teraz może znajdę inne i może nauczę się dzielić bliższą przestrzeń z kimś innym.
Sobót będzie mi na pewno bardzo brakować. Ale przecież od października mam zamiar zacząć kolejny kurs, kto wie z kim…

Zdałam egzamin, którego tak się obawiałam i to nawet całkiem dobrze. Chociaż jestem coraz miej pewna czy dobrze zrobiłam wybierając te studia. Ale teraz już nie warto rezygnować.

Plany… jak zwykle się tworzą. I wszystko jest w porządku, chociaż od kilku dni nastrój jest raczej melancholijny.

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

nawilżam twarz szczęściem

 

Zbierają się we mnie jakieś paskudnie melancholijne hormony i mam ochotę popłakać. Tylko jakoś nie mogę się zebrać. Bo ani czasu, ani okazji, ani specjalnie powodu. Zatem, jak to zwykle w takim stanie, wszystko mi po prostu leci z rąk. Nic to, przejdzie zaraz.
Póki co dzień leci za dniem,  trzeba będzie teraz wziąć się, dla odmiany, trochę do nauki, a potem święta. Pojadę do domu na generalny odwyk. Od wszystkiego. Tego mi już trzeba…

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Zielono mi, szmaragdowo…

 

I do tego poprzewracało mi się w głowie. Od tej zieleni.
Cudnie jest znaleźć ludzi, którzy nie tylko rozumieją i podzielają moje zainteresowania, ale jeszcze jakoś sami  pomagają je poszerzać.
Od Patryka nie mogę przestać się w duchu uśmiechać i słuchać irlandzkiej muzyki. Poznaję historię, kulturę i ludzi – wszystko to co zachwyciło mnie tak kilka lat temu.
I za to kocham ten mój multikulturowy Kraków – gdzieś tam zawsze znajdę kogoś z kim mogę porozmawiać po angielsku, o Irlandii i nie tylko. Nie wyjeżdżając z miasta.
Ale mimo wszystko muszę koniecznie tam jeszcze pojechać.
A póki co, zgodnie z radą pijanego kolegi – ‚ogarniam się’ 😉

 

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

jestem jak jaskółka co wiosnę zgubiła

 

Chujnia z grzybnią do sześcianu.

Chodzę i obijam się o ściany. Nie umiem z nikim rozmawiać. Mogłabym całe dnie spędzać w fotelu pod kocem. Właściwie i tak nie mam niczego innego do roboty. Jest mi zimno w środku i nie mam już nawet siły płakać.

 

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

Jednak jestem.

 

Napisać, napisać. Żeby to było takie łatwe.

Zaczął się już nowy rok. Jak dla mnie bez różnicy, nigdy postanowień noworocznych nie robię, nie bawi mnie ‚zaczynanie wszystkiego od nowego roku’. Jak chcę coś zmienić mogę to zrobić każdego dnia. A Nowy Rok sam w sobie kojarzy mi się źle i po prostu nie lubię tego dnia.

Zatem właściwie bez większych zmian… Ach, nie! Przepraszam, od jakiegoś miesiąca jestem rudą blondynką (po miesiącu z przebijającym się już moim naturalnym brązem). No cóż, uparłam się, że chcę spróbować i że jak nie teraz to kiedy, to mam. Przynajmniej już jestem taka ciemna co mi wiecznie zarzucano (no, chyba że ciemna masa…) ;>

Co jeszcze…
Artur miał przyjechać na weekend, ale nie przyjechał. I dobrze. Dalej męczyło mnie przeziębienie i uczyłam się do dzisiejszego kolokwium ze społecznej.
W ogóle egzaminy się zaczęły, a ja jak ‚nicnieroba’ miałam tak mam (to już nie jest leń, to już jest ‚nicnierób’).

Ale nic, przynajmniej wróciła mi chęć do nauki angielskiego. Jakiż motywujący może być lektor Irlandczyk ;> (czemu nie ma tak na uczelni?!)

Poza tym to chyba nic się nie dzieje specjalnego.
Uzależniam się od sernika, nie chcę już tak ciągle marudzić i tęsknię do Zielonej.
Odkryłam kilka(naście?) ciekawych blogów kulinarnych i programy Jamiego Olivera na youtube.com i już nie mogę się doczekać skończenia diety, żeby to wszystko ugotować. Myślę sobie, że wytrwam. Do wiosny szybko czas minie. A jak się ociepli to będę jeździć na rowerze i zacznę może zacznę biegać (o, to by było!). Na razie jest szansa, że w niedzielę pojadę w końcu na narty! A jak nie w niedziele to kiedy indziej, ważne, że już mam chętnych towarzyszy! 🙂

Opublikowano Uncategorized | Dodaj komentarz

W mgle do Ciebie będę szła.

No i cóż, że on mi powie, żebym dała sobie spokój.
No i cóż, że usłyszę, że nie ON nie jest mnie wart.
Że kimkolwiek bym nie była… nie teraz.
Że może za rok.

Mówię: jeśli nie teraz, nie za miesiąc, najwyżej dwa, to mnie tu nie nie będzie.
A teraz?

A teraz to chce do mamy, chce JEGO, jestem pijana. W dokładnie takiej kolejności.

I wiem.
Wiem, że to tylko marzenia. Nie do spełnienia.

A jednak chce by spełniły się.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz

Pieprzę cię, miasto.

 

Pieprzę to wszystko. Pieprzę koło naukowe, stypendia, imprezy, znajomych.

Mam ochotę wsiąść do pociągu, pojechać do domu i już nigdy tu nie wracać.

Opublikowano Uncategorized | 1 komentarz